Wizyta w leśnym przedszkolu w Słupsku

I kolejne wzbogacające doświadczenie: poznanie Marcina i założone przez niego leśne przedszkole Dziczki. Pierwsze co się nasuwa na myśl to oryginalna lokalizacja. A mianowicie, baza znajduje się na terenie parku linowego w lesie. Po drugie, rozmiary lokalu 25 m2. Mało, dużo…? Gdy jest się na wyprawie w lesie, nie ma to znaczenia. Jednak zimą więcej przebywa się w środku. Nauczycielki opowiadały bez narzekań o dniach w leśnym w chłodnej aurze pogodowej. W środku jest podłączenie do prądu i zimą salę dogrzewa się farelką i grzejniczkiem.

W grupie są dwie Panie nauczycielki: Agata pracująca na pełny etat i Agnieszka pracująca na pół etatu. Raz w tygodniu jest też angielski. Dziczki istnieją od dwóch lat. Zaczynali od 4 osób. Obecnie jest 15. Dzisiaj było ich 12. Bardzo spodobał mi się fakt, że do grupy przychodzi również niespełna 2 letnia dziewczynka z nianią. Dziewczynka w czasie wyprawy do lasu miała drzemkę i przy wielu czynnościach asystuje jej opiekunka. Natomiast w niektórych aktywnościach uczestniczyła na miarę swoich możliwości. 

Dziczki nie są przedszkolem, a leśnym projektem. My zaczniemy na podobnej zasadzie.

Moją uwagę zwróciło duże zaangażowanie rodziców w działalność leśnego. Jedna mama raz w tygodniu przychodzi prowadzić matematykę. Inna, zmywa naczynia.

Reszta warunków jak w leśnym: toitoi na podwórku, woda bieżąca w tym leśnym akurat jest, ale tylko w sezonie, ciepłe posiłki przywozi katering.

Zostałam ciepło przyjęta przez Marcina jak i jego kadrę. Nauczycielki chętnie dzieliły się swoimi doświadczeniami a ja słuchałam z zaciekawieniem. To był bardzo gorący dzień i orzeźwienie przyniósł spacer po lesie.

Dziękuję za ten dzień.